Letras

Pokuszenie 


Jest w Twoich oczach chłód,
jad, który ssie mój głód.
Wbij swoje zęby jak,
wąż - pokuszenia smak.

Pozwól mi być 
jedną chwilą,
wierszem poezji i snem.
Całuj mnie tak,
abym nigdy nie bał się śmierci i łez.
Podaj mi dłoń, bym pamiętał
palce drapiące do krwi.
Kołysz mnie znów biodrami,
tańcz, póki starczy mi sił
Kochaj mnie tak by motyle,
żądzą przeszyły mój brzuch.
Otruj mnie znów migdałami,
zapamiętaj, zapamiętaj mój ból.
Otruj mnie znów

Ukrzyżowane wspomnienia nie pozwolą zapomnieć.
Nawet wówczas, gdy odkryję wszystkie ścieżki Twojej filozofii
i przesłucham całego Bacha,
nietykalna stanie się tylko cisza między nami.

Rzucam do Twych stóp
moje życie, które jest
herezją, opętaniem, kościołem duszy mej.
Za dotyk Twoich ust, sprzedam każdy dzień
i umrzeć na Twym brzuchu tylko chcę.
Teraz już wiem, nadejdzie świt,
a aksamit Twego ciała umknie mi.
Pozwól mi być istnieniem Twym.

Pozwól mi znów czytać z Twych ust,
być każdym twoim snem.
Kołysz mnie czule w rytm naszych serc,
tańcz, gdy za oknem deszcz.

Na pokuszenie prowadź mnie więc,
odkryj swe ramiona, bym poddał się.

Całuj mnie więc, bym nigdy już
nie musiał lękać się.
Gdy słońce zgaśnie,
odnajdę Cię gdzieś.
Na pokuszenie prowadź mnie więc,
odkryj swe ramiona, bym poddał się.


Anathema, czyli moje obsesje
Na spieczonej ziemi, u podnóża gór.
Święte słowa budzą strach.
Filozofia milczy,
Pytam siebie sam
Komu teraz bije dzwon?
Zapętlone ciała, anatema drwi.
Obsesyjnie szukam drzwi.
Zakurzone skrypty chaos zmienia w proch.
A mnie znów okryła noc.
Coś we mnie znów umiera, apotem rodzi się.
I karmię swoją duszę, a ciało wstydzi się.
Lecz czasem jeszcze gorzej, pamiętam tylko strach.
A tęcza moich fobii, to nie ten słodki raj.
Słyszę śmiech..
A może ja to nie ten ja?
Zamykam oczy.
Czyżby?
I widzę labirynty, których nie mozna przejść
I widzę obce twarze, w grymasie krzywią się
I lepiej nie czuć nic. I lepiej ukryć ból
Do głębi mnie przenika porcelanowy lód.
I słyszę głos...
A może ja to nie ten ja?
Umieram znowu sam.
A każdy następny brzeg mą łódź zwodzi jak mgła.
Bliżej mnie, rzeki poranna toń, bym kiedyś przeżył to znów.
Jeszcze raz, jeszcze raz.


Tabula Rasa 
Za horyzontem, gdzie milczenie znaczy niebo,
Przetykam złotą nić przez wcieleń moich splot.
Przyznaję się do ran, do krwi,
Miłości, której wstyd,
Powietrza, które wie, kiedy kocham, kiedy pieprzę się.
Moja śmierć jak mistyczne gówno kopuluje z ust.
Tam, krążę tam,
By z nicości wcielić się w matczyny płód.

Chcesz złamać sen,
Lecz unikasz końca, nie przestając żyć.

Deszcz zbawia kwiaty, by życie gdzieś utkwiło.
Czy czas się zatrzymał?
To, co odchodzi, kiedyś nadejdzie.
Ludzie nie wiedzą, jak żyć.

...Cykl obraca się.
Narodziny, dzieciństwo pełne duszy,
Uśmiechów niewinnych i zdrady.
Dorosłość usłana sumieniem.
Starość jak hańba.
A na łożu śmierci - śmierć!..

Jest jak rzeka.
Unosi mnie spojrzeniem
Nurt porywa nas
Uświęca cel i rzuca gdzieś na brzeg.

Tabula rasa 
Teraz przedtem, tam i potem
Klepsydra daje znak, więc inicjały wpisz 


Michel De Nostredame - mistrz z salon
W ciszy swej, gdzieś na wieży pośród ksiąg
Ubrany w mądrość gwiazd, odkrył los.
Cokolwiek zdarzy się, tym wierniej spełni czas.
Był okiem Boga,
Pytaniem, które trwa po kres,
Centurie i ja po kres.

Zbrodnie w nas, a na Ziemi pokój Dusz,
Skradzione serca złu.
Pytasz mnie czy wszechświat zbawi nas, gdy
słońce stopi się?
Wizja spełnia się, a na niebie złoty kruk,
Kiedy spojrzy w oczy twe zniknie strach.
"Cogito ergo sum"
Czy wierzysz jeszcze w nas?

Był okiem Boga.
Pytaniem, które trwa. Mój mistrz, centurie i ja.

Bastiony legną w gruz. Rzekami płynie krew.
Powietrza coraz mniej. Okultyzm rani mnie.
Kiedyś przyjdzie jutro.
Zakwitną kwiaty w naszych snach.
Jak przedtem nigdy, potem nigdy tak.

Jak nigdy tak. 


Jezebel,
Jezebel,
Ulice puste patrzą w dal.
A we włosach tańczy tylko wiatr.
Jezebel,
Źrenice horyzontu spięły brzeg.
To co było będzie, tym czym jest.
Tym czym teraz jest.

Bramy piekieł przenika gęsta mgła.
Jak kartki z mego życia,
Jak przeszłość gwiazd.
Składam co dnia fragmenty,
Poza lustra szkłem.
Składam co dnia wspomnienia,
Mlecznej drogi cień.
Mimo, że nic w pamięci nie powtarza sę.i


Czakramy
Czy wiesz jak zgubić się, by nie czuć już nic.
Przed nami ktoś już chciał zagubić się w tym.
Miodu smak na języku mam,
Chcę polizać twoją płeć.
Wstydzę się, by odczuwać coś.
Zapamiętać Twoją krew.
A ten sen zaprowadzi nas do anielskich bram,
Może tam czeka mnie, nietykalny stan u podnóża bram.
Kiedy tam dotknie mnie strumień świętych słów,
Ukojenie dusz.
Może tam czeka mnie.
I lepi się do pełnych ust. Pajęczyn Twych splot.
napij sie czegoś złego znów.
Mój fetysz to Ty.
A ten sen zaprowadzi nas do anielskich bram.
Kiedy tam dotknie mnie strumień świętych słów,
Ukojenie dusz.
Może tam, czeka mnie, na roztoczach piękny dzień.
A gdy tam, przejdzie mnie, przez czakramy błogi dreszcz.

Chaos budzi się, a na świeci długa noc.
Karma obrzędem smaga mnie
Ludzi los.
Dla pogardy więcej nie chcę już żyć.
A to co niczym jest, nich stanie się tym.
A gdybym przyrzekł gdzieś, zruzumieć bez słów.
Ludzi los. Czakramy.
Chaos budzi się, demon rodzi się.
Ludzi los.


Ajudah 

Matka zabita przez syna
Zbrodnia przed światem ukryta
Gdyby syn wiedział, że tuż-tuż zwierciadło odbije matki śmierć...

Szeptem skrada się po schodach. 
Duma matki, jej Ajudah,
Ona już wie, że syn jak gwiazda,
Która spada tylko raz, zabije jeszcze dziś.
Myślałeś idioto, że śmierć przede mną, przed
lustrem dasz radę skryć?
Musisz być szalony. Poczekaj, zaraz wchłonę cię.
Nie zmienisz nic, już nic
Na setki lat zwierciadłem staniesz się

Oczy świata widzą podwójnie. Twoje życie,
Synu powtórne
czy tego chcesz, czy nie, za lustrem spędzisz swoje życia dwa.
Wspomnienia niczym bicz!

Dzień, ten dzień, katafalk - tajemny tren.
Na matki śnieżną twarz.
Marzyć chcesz, że Bóg wymazać chce
wszystkie sny, między ludźmi ukryję cię

Wciąż powtarza się mistyfikacji scena ta.
Arteria ma
Już nie, już dość, nie mogę w błędnym kole trwać
Widzę ją, zabijam matkę setny raz. Procesja ciał.
to już ostatni syn...

Za lustrem, w którym stoję, życie zamienia
swój bieg,
Poprzez śmierć pamiętam, żeby żyć
Za taflą, którą jestem, widzę wymiar z dwóch stron,
Poprzez śmierć pamiętam, pamiętam, pamiętam, pamiętam.

Wciąż powtarza się mistyfikacji scena ta.
Arteria ma
Już nie, już dość, nie mogę w błędnym kole trwać
Widzę ją, zabijam matkę setny raz. Procesja ciał.
to już ostatni syn...

Za lustrem, w którym stoję, życie zamienia
swój bieg,
Poprzez śmierć pamiętam, żeby żyć
Za taflą, którą jestem, widzę wymiar z dwóch stron,
Poprzez śmierć pamiętam, pamiętam, pamiętam, pamiętam...
14.06.1999
Wszystko zaczęło się we mnie.
Niektórzy nazywają to bólem istnienia.
Ale ja wiem, że jest inaczej.
Jestem w transie, a trans jest wszystkim.

Dzień, zbliża się dzień.
Taki jak ten.
Patrzę i wiem.
Ja, w objęciach swych spoczywam i ...
Czekam, bo wiem.
Na niebie, na ziemi, powietrzu i wodzie.
Korytarz przed nami, korytarz za nami.
Emocje, uczucia, pragnienia, nadzieje.
Zastygłe od zawsze marzenia, milczące.
I nastał ten dzień.
Czekam, bo wiem.

De profundis 
Zajrzyj w głąb, powiedz mi,
Czy odbity bezkres dnia nigdy już
Nie zabije mnie.
Modlę się
Wieczny sen jak ornament tysiąc lat,
Dawny czar
Prozaiczny cień

Zniknie czas,
Tylko łza na lubieżnej szacie zła
Skryje litość z twarzy mej
jestem sam jak skazaniec
krzyż przygniata serce me
czuję pustkę
objawiony pierwszy tren

Słodka śmierć duszy mej
nie zapłakał nad nią nikt
Leży gzieś na rozstaju dróg
Głośny krzyk, to przyjaciel, bliski brat
Sanktuarium złamał znów.
Ołtarz z serc zamieniony w pył.

Zniknie czas,
Tylko łza na lubieżnej szacie zła
Skryje litość z twarzy mej
jestem sam jak skazaniec
krzyż przygniata serce me
czuję pustkę
objawiony drugi tren

Znów milczenie trwa
Masturbacja słów
Gorzki świt
W mej pustelni zapadł wieczny zmrok
Powiedz mi, czy tak musi być?

Zniknie czas,
Tylko łza na lubieżnej szacie zła
Skryje litość z twarzy mej
jestem sam jak skazaniec
krzyż przygniata serce me
czuję pustkę
objawiony trzeci tren

A krzyż przygniata mnie.
Znowu sam, znowu sam


Kameleon
Między gąszczem dzikich traw
Zapach tęczy, jego smak.
Kameleon, hipnotyzer mój.

Maski, maski, tysiąc barw
Gdy nie wierzysz, on jest w snach.
Lepki jęzor chwyta wpół

Między gąszczem dzikich traw
Zapach tęczy, jego smak
Kameleon, gąszczu król,
Chwyta zdobycz wpół
Maski, maski, tysiąc barw.
Gdy nie wierzysz, on jest w snach.

Kameleon, gąszczu król,
Hipnotyzer mój.

Królestwo barw
W zapachu dzikich traw.
Król masek przywdział swoją twarz.

W szalonych snach,
W zapachu dzikich traw.
Król masek skrywa swoją twarz.

Między gąszczem dzikich traw
Zapach tęczy, jego smak.


Inferno 
Między gąszczem dzikich traw
Zapach tęczy, jego smak.
Kameleon, hipnotyzer mój.

Maski, maski, tysiąc barw
Gdy nie wierzysz, on jest w snach.
Lepki jęzor chwyta wpół

Między gąszczem dzikich traw
Zapach tęczy, jego smak
Kameleon, gąszczu król,
Chwyta zdobycz wpół
Maski, maski, tysiąc barw.
Gdy nie wierzysz, on jest w snach.

Kameleon, gąszczu król,
Hipnotyzer mój.

Królestwo barw
W zapachu dzikich traw.
Król masek przywdział swoją twarz.

W szalonych snach,
W zapachu dzikich traw.
Król masek skrywa swoją twarz.

Między gąszczem dzikich traw
Zapach tęczy, jego smak.


Iris
Język mój, jak tatuaż rani mózg, liże ból.
Wracam gdzie, zapomniane zdjęcia znów kusza mnie.
Może to gra, może to sen.
Ogród utkany jak sieć.
Iluzja ściska gardło me.
teraz obudzić się chcę.

Zanim znów zapach perfum dotknie mnie, zrani mnie.
Zanim znów małym dzieckiem stanę się, wrócić chcę.
Godność już znam, godność to grzech.
Nerwy utkane jak sieć.
Iluzja ściska gardło me.
teraz obudzić się chcę.
Obudź mnie.

A więc tak pętla czasu toczy krąg.
Obudź mnie, obudź mnie...

Powracam znów z dalekich stron.
I krętych dróg.
Ziarna czasu jak klepsydry łzy.
rozum śpi. brak mi tchu.
Inkarnuję. Zapomniany syn. 


Medalion 
Czasem jak sfinks, czasem jak lew.
W objęciach dnia czekam na deszcz.
I jak wąż czekam na deszcz.
Zamiast mych warg, zamiast mych ust.
Amulet lśni w koronie słów, których brak.
Bezkarnie brak
Powiem panta rei.
A kiedy blask, dotknie mych rzęs pierwszy raz.
Poznam ten smak, wina i ran.
Amulet mam, zawsze mam.
Rysunek chmur, które znam.
Piramid skarb duchy uniosa do gwiazd.
A czarna noc skrada się jak kot.
A skorpion śni o mej jasnej krwi.
No i co? Pytam i co?
Tak, nie wiem gdzie wymiar kończy się.
nie, nie wiem jak, gorycz traci smak.
No i co ? Pytam i co?
Gdy wszechświat znów skurczy się tak,
Że na niebie i na ziemi zabraknie nas.
Powiem dość. Po prostu dość.
Zanim sprzedam każdą chwilę i utrace sny.
Wzniosę jeszcze kielich szczery za przeżyte dni.
Skarabeusz we mnie tkwi.
Miłość i ból, żebrak i król.
Amulet mam, zawsze mam.
Rysunek chmur, które znam.
Piramid skarb duchy uniosą do gwiazd. 


Alhambra 
Poza przestrzenią,
Gdzie niebo bez gwiazd przenika otchłanią
Już czas.
Lustra pękają, a słońce już śni
Zegar na ścianie przestał bić

Ziemia żałobna, rapsody jak pieśń
Ptaki samotne lecą gdzieś.
Rzeki nie płyną, a serce twe śpi.
Rosa utkana blaskiem lśni.

Poza dobrem, poza złem, jest taki sen
Cierpisz by żyć, kochasz by żyć, a poza prawdą już
Tylko Ty

Czasem w noc, kiedy nie słyszę już nic,
Budzę się, przenika mnie wir.
Wiem, że to znak. Wiem, że to znak.
Obok mnie, czuję oddech Twój.

Jak to jest, że oczy wpatrzone i ja znamy się,
Choć dzieli nas noc.
Velvet i ja, szkarłat i ja
Teraz już wolny jesteś Duch

Strony tną ciszę krawędzi jak nóż
Może znów śmierć puka do drzwi
Velvet i ja, szkarłat i ja.
Zapach krwi jeszcze we mnie tkwi.

Poza prawdą, poza dobrem, poza złem
Ma religia zabija mnie znów.
Umrzeć i żyć, szeptać i żyć
Do narodzin czekać na swój ból.
Ludzkie serca w tajemnicy modlą się
O marzenia, że stanie się cud
Wiele bym dał, by cofnąć czas do
Dzieciństwa,
Raju błogich cnót
Zycie płynie, a alhambra cicho łka...


Spowiedź 
Są święte obrazy do których się modlę,
Są słowa, które zabiorę ze sobą.

A moje grzechy są jak świt, 
Otwieram oczy i nie mówię nic. 
Poznanych imion żądzy brak, 
Za niepoznane jeszcze swoje oddać mam. 
Jestem szakalem w masce lwa, 
Jestem mordercą, do mnie tęskni każda łza. 
Gdy cudzołożę śpiewam pieśń. 
Hieny wymarłe, stada wilków, braci krew.

Kain, Kain ma, na palcach blizny jad. 
Abel, Abel ma, w objęciach cały świat. 
Gdybym choć raz mógł przeżyć do końca taką śmierć. 
Gdybym choć raz pokochał się.

Moje grzechy są jak świt,
Otwieram oczy i nie mówię nic.
Poznanych imion żądzy brak,
Za nie poznane jeszcze swoje oddać mam.

Kain, Kain ma, na palcach blizny jad. 
Abel, Abel ma, w objęciach cały świat. 
Gdybym choć raz mógł przeżyć do końca taką śmierć. 
Gdybym choć raz pokochał się.


Oczyszczenie 
Poranne oczy, ocean przebudzenia.
To głosy z zaświatów.
Zmysły wdarły się w materię,
A powietrze rani moje ciało.
A gdyby nagle odrodził się w nas Stwórca?
A gdybym nagle doznał oczyszczenia?
Choć myślałem, że każde serce jest z kamienia.
Choć myślałem, że ludzkość się opamięta.


Spiritus Flat Ubi Vult 
Stuk. Puk
Zegar wybił północ już.
Wiruje stół, a okno drży.
Każdy z nas ma mokre ręce.
Czy to strach, czy deja vu?
Astralna postać z mroku już przenika drzwi.
Duch dąży tam, dokąd chce
Poza czasem trwa
Jeśli myśl jest nieśmiertelna,
Więc On także musi trwać

Jest czas na piękne słowa,
Jest czas, by kochać się
na papilarnych liniach, życie rzeźbię swe.
Duch dąży tam, dokąd chce.
Poza czasem trwa.

Duch dąży tam, dokąd chce.
Każdy wymiar zna.

Stuk, puk,
Zegar wybił północ znów 


Dorian Gray 
Pod płaszczem dnia umykasz jak szpieg.
Zatrute wino sączy twą krew.
I szukasz, szukasz zła.
Przeklęty jak swój cień
A twoje imię Dorian Gray

Alchemia boskich praw,
Czcigodne słowa ukołyszą
Nigdy nie mówisz kocham Cię
A dusza-żmija jest dziewicą.
Jak morderca plugawisz każdy grób
Woalka skrywa twarz
A piękne oczy nie powiedzą nic.

Lecz kiedyś po niebie popłyniesz na zawsze hen!

Jak Święty z cudnego snu
Płyniesz tam, orszakiem do gwiazd.
Tylko zbrodni ślad, głosy Dusz,
Dzielą nas i wszechświat na pół.
Jak to jest, wie jeden Bóg.
Czystość ran, godność i ból
Ceremonie dla złamanych serc.
Dzieci płacz, wędrówki po kres

Jest w tobie jad, niegodny, by żyć
Zatrute wino, a portret we krwi
I szukasz, szukasz zła
Przeklęty jak swój cień
A twoje imię Dorian Gray

Przeklęty syn szatana
Obraz niewinny, szara biel.
Żądza pragnie słów spełnienia
I spełnia się

Nenhum comentário:

Postar um comentário